Dlaczego nie pozbyłam się kotów?

Home / Ciąża / Dlaczego nie pozbyłam się kotów?
Spread the love

Temat kotów w okresie ciąży był powodem licznych kłótni w moim domu. Padłam ofiarą niestety nadal bardzo popularnego mitu, dt. zagrożenia jakim są koty dla ciężarnej kobiety. Jednak ostatecznie oba koty nadal z nami mieszkają, a ja dzisiaj opowiem Wam jak to się stało.


Uwielbiam koty. Jestem klasyczną kociarą. Na wakacjach zawsze podziwiam miejscowe futrzaki. W sumie od dzieciństwa towarzyszył mi jakiś kot. Pierwszy Mój kot to Kociamber, którego dostałam w drugiej klasie podstawówki. Kociamber żył ok. 8 lat i do dzisiaj pamiętam dzień, w którym musiałam podjąć decyzję o jego uśpieniu. Od razu wiedziałam, że będę chciała kolejnego kota i tak w moim domu pojawiła się kochana znajda- Rademenez zwany Radkiem. To był mój wymarzony kot rodem z serialu „Siedem Życzeń”. Radek ma jakieś 15 lat i nadal ma się dobrze. Został jednak w moim domu rodzinnym z mamą i najlepszym przyjacielem – Shi-tzu o imieniu Gizmo. Gizmo i Radek są idealnym zobrazowaniem powiedzenia „żyć jak pies z kotem” dlatego nawet przez myśl mi nie przeszło, aby go zabrać. Kiedy sytuacja życiowa mi na to pozwoliła zaczęłam myśleć o adopcji swojego kota. I tak w moim życiu pojawiła się Fuka. Zawsze marzyłam o dwóch kotach i po roku udało mi się adoptować drugą kotkę- Czikę. Przy okazji tego posta namawiam do tego, aby koty adoptować.  Jestem do nich mocno przywiązana i traktuje je jak członków rodziny. Dbam o nie, rozpieszczam i jestem za nie odpowiedzialna. Niestety Pan P. twierdzi, że ma inne podejście. Dla niego zwierze to po prostu zwierze do którego nie żywi się głębokich uczuć.

 Radek
 Czika
 Przyjaźń
 Gizmo

 Szkodliwe mity

Różnica w naszym podejściu warunkowała nasze podejście do tematu kotów i ciąży. Przyznam szczerze, że sama nie wiedziałam na ten temat zbyt wiele. Kojarzyłam tylko, że coś takiego jak Toksoplazmoza istnieje i ma jakiś związek z kotami i przez to koty uznawane są za niebezpieczne dla ciężarnych. Warto tu wspomnieć również o innych mitach związanych z kotami, tj. to że kot może udusić dziecko lub je zagryźć… Te mity wydają mi się być wręcz śmieszne jednak są dość mocno zakorzenione w niektórych głowach. Jako, że kocham moje koty postanowiłam dowiedzieć się więcej na temat tego potencjalnego zagrożenia. Wspomniałam o różnicy w podejściu do zwierząt między mną a Panem P. gdyż dla niego taka pogłoska była wystarczającym powodem, aby pozbyć się potencjalnego zagrożenia dla najważniejszej istoty, która miała pojawić się w naszym życiu. Dla niego rachunek był prosty- potomek jest ważniejszy od zwierzęcia. Ja nie wyobrażałam sobie jak można się pozbyć, nawet okresowo, członka rodziny.  Zwłaszcza, że nad nami wisiało tylko widmo zagrożenia a nie konkretne fakty. Postanowiłam to zmienić i dowiedzieć się więcej.

Rozwiewanie mitów

Postanowiłam zasięgnąć języka w różnych miejscach. Szukałam takich potwierdzeń, które będą wystarczająco przekonujące dla Pana P. W pierwszej kolejności był to lekarz ginekolog prowadzący moją ciąże. Jeszcze przed zajściem w ciąże, podczas wizyty na której mówiłam o tym, że chciałabym się do niej jak najlepiej przygotować powiedziałam o tym, że mam koty i zapytałam o potencjalne zagrożenie. Pani doktor powiedziała, to co powtarzają osoby, które wiedzą o Toksoplazmozie więcej- częstsze są zakażenia spowodowane jedzeniem nieumytych warzyw i owoców niż stycznością z kotami. Wykonałam wtedy pierwszy test na Toksoplazmozę, który rutynowo powtarza się kilkukrotnie w trakcie ciąży. Pomimo tego, że z kotami miałam styczność od dzieciństwa, test wyszedł negatywny co oznacza, że nigdy na Toksoplazmozę nie chorowałam. Następnie udaliśmy się z kotami do weterynarza. Chcieliśmy usłyszeć opinię kolejnego specjalisty. Weterynarz powtórzył słowa ginekologa. Dodatkowo pytaliśmy o możliwość przebadania kotów w celu sprawdzenia czy są nosicielami. Lekarz jednak odradził robienie tych badań ze względu na małe prawdopodobieństwo aby moje koty były nosicielami. Dlaczego?

Czy warto badać kota?

Wspomnę na początku dlaczego moje koty nie były badane. Są to koty niewychodzące czyli mam kontrolę nad tym co jedzą. Moje koty karmione są mokrą i suchą karmą. Jeśli jadły surowe mięso to było to mięso, które ja też jadłam (takie zboczenie), więc i tak miałabym styczność z pasożytem. Specyfika cyklu życia Toksoplazmozy jest taka, że badanie nie daje 100% pewności, że kot nie jest nosicielem. Dlaczego? Badanie z krwi daje nam jedynie informacje czy kot był nosicielem w historii. Jeśli kot jest nosicielem teraz to wynik z krwi wyjdzie negatywny. Należy wtedy zbadać jego odchody w celu wykrycia obecności oocyst. Problem polega na tym, że oocysty wydalane są tylko raz w trakcie całego zakażenia, musielibyśmy więc mieć duże „szczęście”, aby na nie trafić. W dodatku w okresie wydalania oocyst koty nie mają żadnych objawów. Generalnie możliwe jest wykonanie kompletu badań, ale są one bardzo kosztowne (komplet ok. 1000 zł) i niewiele jest miejsc w których można je wykonać. Biorąc więc pod uwagę te informacje oraz to, że u kotów nie zaobserwowano żadnych objawów, lekarz odradziła nam wykonywanie badań. Zaleciła jedynie środki ostrożności o których wspomnę później.

Historia wewnętrzna czyli o życiu pierwotniaków

Poznanie cyklu życia Toksoplazmozy w dużej mierze pomogło mi wyrobić sobie swoje zdanie na temat realnego zagrożenia. Dlatego teraz czas na krótką lekcję biologii. Lekcja ta inspirowana jest opisem z książki „Historia wewnętrzna” Giulii Enders do której przeczytania serdecznie Was zapraszam. Książka opisuje w bardzo przystępny i momentami zabawny sposób nasz układ pokarmowy. Autorka przybliża nam wszystkie tematy, które są z tym związane- od kupy, przez jelita do opisania najbardziej pospolitych zagrożeń. Jednym z nich jest właśnie Toksoplazma gondii- jednokomórkowy pierwotniak, którego ostatecznym żywicielem są kotowate. Po drodze Toksoplazma lubi osiedlać się u żywicieli pośrednich. Jeśli toksoplazma trafi w końcu do właściwego żywiciela, rozwija się i namnaża m. in. w jego jelitach a następnie oocysty wydalane są wraz z odchodami. Kot tylko raz w życiu może zarazić się Toksoplazmą. Oznacza to, że jeśli kot już przeszedł takie zakażenie to nie jest dla nas zagrożeniem. Oocysty, które znajdują się w odchodach przechodzącego właśnie zakażenie kota, po wydaleniu czekają na nowego żywiciela. Jeśli nie trafią na kolejnego kota zadowolą się człowiekiem. Co ważne mogą tak czekać nawet 5 lat. Dobre tyle, że oocysty wydalane są zaledwie przez dwa tygodnie podczas całego zakażenia pasożytem. Do dróg zakażenia zaliczyć możemy drogę pokarmową (czyli połknięcie oocysty), kontakt przez spojówki lub mikrouszkodzenia oraz droga przezłożyskowa. Jak widać jeśli chodzi o kontakt z odchodami nie wystarczy takiej zakażonej kupy po prostu dotknąć. Trzeba by ją przetransportować do oczu, ust lub jakiejś ranki. Możliwość zakażenia poprzez łożysko jest zagrożeniem dla kobiet w ciąży, a przede wszystkim dla płodu. Jeśli pasożyt osiedli się w jelitach zazwyczaj choroba jest bezobjawowa zarówno u kotów jak i u ludzi. Czasem wystąpić może delikatna gorączka i objawy podobne do grypy a u kotów biegunka.

Środki ostrożności

Najważniejszą zasadą, której powinno się przestrzegać- nie tylko w ciąży i nie tylko posiadając koty, jest zasada czystych rąk. Po prostu ręce należy myć. Istotne jest również dokładne mycie warzyw i owoców oraz mięsa. Warto przestrzegać również zasady, że do mięsa używamy innej deski. Do mięsa lepiej sprawdzają się deski z tworzyw sztucznych niż z drewna, które jest bardziej porowate. Po przygotowaniu surowego mięsa myjemy zarówno ręce jak i narzędzia, których używaliśmy.

Kolejną zasadą jest kwestia sprzątania kuwety. Najlepiej, aby ten obowiązek przejął inny członek rodziny. Jeśli nie ma takiej możliwości należy używać rękawiczek (polecam jednorazowe ze względu na większą pewność, że nie są uszkodzone niż kilkukrotnie używane rękawiczki wielorazowe), oczywiście używamy do tego specjalnej łopatki. Pan P. przejął po mnie ten obowiązek dość szybko i problem został rozwiązany.

Kolejną zasadą jest kwestia niespożywania surowego mięsa oraz niepasteryzowanego mleka i zasada ta dotyczy również kotów. Koniec z podrzucaniem ścinek mięsa w trakcie gotowania.  Pracując w ogrodzie należy korzystać z rękawiczek.

Badania w ciąży

Ostatnią kwestią jest wykonywanie badań na przeciwciała na Toksoplazmozę przed ciążą oraz w trakcie jej trwania. Jeśli wynik jest negatywny należy powtarzać go co trymestr. Jeśli wynik jest pozytywny, w przeciągu 3-4 tygodni należy powtórzyć badanie, aby zweryfikować czy zakażenie się rozwija czy jest już zakończone. Bada się dwa rodzaje przeciwciał IgG oraz IgM. Wynik IgG(-) IgM(-) oznacza brak styczności z pasożytem oraz brak odporności. IgG(+), IgM(-) oznacza przebyte zakażenie oraz nabytą odporność. IgG(-), IgM(+) oznacza konieczność powtórzenia testu, a IgG(+), IgM(+) oznacza aktualne zakażenie. W tym przypadku również wynik należy powtórzyć, aby sprawdzić czy ilość przeciwciał rośnie czy maleje. W zależności od zaawansowania ciąży przewidywane są różne ścieżki postępowania i różne jest ryzyko zakażenia płodu oraz wystąpienia wad płodu. W pierwszym trymestrze ryzyko zakażenia jest najmniejsze a wystąpienia wad płodu największe. W drugim trymestrze ryzyko zakażenia rośnie a wystąpienia wad maleje, a w ostatnim trymestrze ryzyko zakażenia jest największe a wystąpienia wad płodu najmniejsze. Nawet w przypadku zakażenia pasożytem istnieje więc możliwość leczenia.

I po co to?

W mojej ocenie wszystkie te fakty powodują, że ryzyko zachorowania uważam za niewielkie. Spotkałam się z stwierdzeniem, że to nie koty są zagrożeniem a my sami. W pełni się tym zgadzam- to nasz brak higieny czy nieostrożność może przyczynić się do powstania ryzyka. Przestrzegając zasad higieny oraz pilnując kotów zmniejszamy ryzyko do minimum. Cytując moją ginekolog: „Trzeba by sprzątać kupy gołymi rękoma i następnie od razu zrobić i zjeść kanapkę”. Dodam, że kot musiałby być zakażony i być w dwutygodniowym okresie wydalania oocyst. No way.

Po co o tym napisałam? Przyznałam na początku, że sama miałam wątpliwości jak to z tymi kotami i Toksoplazmozą jest. Chciałabym oszczędzić choć jednej osobie stresu związanego z groźbą pozbycia się kochanych pupilów przez widmo zagrożeniu zdrowia i życia dziecka. Nie trzeba wybierać. Gdyby tak było wybór byłby trudny, ale oczywisty. Jednak prawda jest taka, że większym zagrożeniem jest spożywane przez nas mięso oraz warzywa i owoce. A ja cieszę się, że dam dziecku możliwość wychowywania się z dwoma żywymi przytulankami.

Źródła:
  1. „Przypadki toksoplazmozy u kotów”; Łukasz Adaszek, Ireneusz Balicki, Paweł Klimiuk, Jacek Kutrzuba, Stanisław Winiarczyk (http://www.esccap.pl/datastore/download/przypadki-toksoplazmozy-u-kotow-2011.pdf)
  2. „Historia wewnętrzna”, Giulia Enders

Moje koty

Comments(0)

Leave a Comment