Moja przygoda z pole dance

Home / Trening / Moja przygoda z pole dance
Spread the love

Próbowałam w życiu różnych dziedzin sportu i tańca. Jednak niewiele z nich zafascynowało mnie na dłużej.  O jednym z tych wyjątków napisze dzisiaj.  To sport bardzo wyjątkowy, ale również dość kontrowersyjny- pole dance.


Pole dance czyli po polsku taniec na rurze. Zazwyczaj kojarzy się z wygibasami pań w klubach go-go. A w rzeczywistości niewiele to ma z tym wspólnego.  Ten sport od dawna mnie fascynował. Oglądając pole danserki nie mogłam się napatrzeć i po prostu marzyłam o tym żeby spróbować swoich sił.  Na szczęście nie budowałam żadnych wizji tego, czego się nauczę ani jak wyglądają zajęcia.  Wiedziałam tylko, że będzie ciężko.  Na pierwsze zajęcia poszłam z koleżanką.  Były to dni otwarte w szkole PoleArt z okazji dnia kobiet. Nie były to regularne zajęcia, a okazja żeby dotknąć rury i zobaczyć, czy to jest coś dla mnie.  Jak na pierwsze zajęcia zrobiliśmy całkiem sporo- chodzenie wokół rury, strażaka, hak przodem, siedzenie na rurze i krucyfiks. Nie wiedziałam wtedy, że figur odwróconych nie robi się zazwyczaj na pierwszych zajęciach. Wrażenia były niesamowite.  Od razu mi się spodobało i chciałam więcej.  W ogóle wtedy nie trenowałam, więc przez tydzień miałam okropne zakwasy a przez dwa tygodnie wielkie siniaki na udach.  Ale mnie to nie zraziło 🙂 Uważam, że pole dance to sport dla wytrwałych. Jeśli oczekujesz że po miesiącu zrobisz 5 minutowy układ, to możesz się zdziwić.
Na następne zajęcia czekałam pół roku. Nie było wystarczającej ilości osób a moja opłata miesięczna czekała w depozycie.  W między czasie zaczęła się moja przygoda z siłownią.  Dzięki temu drugie zajęcia, po pół roku, nie były już tak bolesne. Tym razem zaczęłam zajęcia w szkole FEN. Trenowałam z różną częstotliwością- na początku raz w tygodniu, po trzech miesiącach dwa razy w tygodniu a przez kilka miesięcy chodziłam nawet 3 razy w tygodniu, trenując ciągle siłowo.  Po prostu się zaraziłam i chodząc tylko raz w tygodniu czułam, że to za mało i nie nauczę się zbyt wiele, zwłaszcza że szło opornie. W dodatku odstawałam od grupy, bo większość dziewczyn chodziło dużo częściej.

Co mnie wciągnęło do pole dance? 

Przede wszystkim były to jedyne ćwiczenia, podczas których potrafiłam się całkowicie wyłączyć.  Tak bardzo musiałam skupić się na tym co mam zrobić ze swoim ciałem- co zrobić z ręką i gdzie postawić nogę, że nie myślałam o niczym innym przez całą godzinę.  Dzięki temu wracałam z zajęć mega zrelaksowana. Czułam, że to czas poświęcony w 100% dla mnie. W dodatku nigdy nie byłam uzdolniona gimnastycznie. Nigdy nie robiłam gwiazdy, nie stałam na rękach czy głowie ani nie robiłam szpagatu. A na zajęciach robiłam rzeczy o których nie marzyłam- i to mając 30 lat. Nauczyłam się stać na głowie, przy rurce stałam na rękach i fikałam koziołki.

Jak wyglądają zajęcia?

Układ zajęć może się różnić u różnych instruktorów. Jednak zazwyczaj jest on podobny. Całe zajęcia trwają ok. 60 minut w zależności od szkoły. Ok. pół godziny zajmuje rozgrzewka, stretching, rozciąganie do szpagatu i ćwiczenia ogólnorozwojowe. Każdy instruktor ma swój sposób prowadzenia tej części, ale jak widać aż połowa zajęć nie ma zbyt wiele wspólnego z rurką. Po rozgrzewce przechodzi się do ćwiczeń przy rurce. Niektórzy do ostatniej części rozgrzewki wykorzystują rurkę – z jej wykorzystaniem można bardzo efektywnie ćwiczyć brzuch i ręce, np. podciągając się przy użyciu rąk lub unosząc same nogi trzymając się rękoma rurki. Dzięki takim ćwiczeniom wzmocniłam brzuch dużo lepiej niż wykonując 1000 brzuszków (no dobra, nigdy nie miałam takiego świetnego pomysłu, żeby robić po 1000 brzuszków).

Następnie przechodzimy do części zasadniczej zajęć. Najczęściej w grupach ćwiczy się po dwie osoby na jednej rurce- ale nie jest to strata czasu- zwłaszcza na początku. Dzięki ćwiczeniu na zmianę mamy możliwość odpoczęcia chwilę między powtórzeniami oraz obserwowania się nawzajem i podpowiadania co zrobić lepiej. Podstawowe ćwiczenia to różnego rodzaju obroty oraz figury statyczne. Na początku wszystko ćwiczy się na rurkach statycznych, które się nie obracają. W encyklopediach z figurami pole dance można znaleźć różne podziały poziomów, które mogą pokazać Ci, czego możesz się spodziewać w ciągu pierwszych miesięcy zajęć. Polecam Pole Dance Dictionary . Oczywiście każdy uczy się w innym tempie i możesz umieć figury z wyższych poziomów a nie umieć czegoś z poziomu podstawowego. Ja mam figury, które cały czas sprawiają mi trudność, chociaż już dawno powinnam je opanować. Ale pocieszam się, że na wszystko przyjdzie pora. Tzw. V-ki czyli Open V uczyłam się kilka miesięcy i były momenty, kiedy naprawdę miałam dość. Ale w końcu wyszło i w tej chwili zrobię ją nawet będąc na rurze a nie tylko z ziemi. To tylko taki przykład pokazujący to, dlaczego trzeba być cierpliwym. Mogłam się poddać- prawie wszystkie dziewczyny poza jedną koleżanką już to robiły i szły dalej a ja ciągle miałam problem. Niestety uważam, że waga może być pewnym utrudnieniem. Ale nie jest to przeszkoda nie do przejścia- z czasem mięśnie wzmacniają się na tyle, że podniosą tą ciężką dupkę.

Na zakończenie zajęć zazwyczaj jest krótkie rozciąganie i rozchodzimy się do domów. Na wszystkich zajęciach na które chodziłam było niewiele elementów tańca. Podejście do pole dance jest typowo sportowe i akrobatyczne. Nie uczymy się sexy, kocich ruchów, tarzania po podłodze czy kręcenia pupą. Nie oceniam czy to źle czy dobrze. Należę do dziewczyn, które lubią taniec i nie mam nic przeciwko takim elementom, ale też podobało mi się takie podejście. I tym się różni rzeczywistość od wyobrażeń innych.

Co jest Ci potrzebne do pole dance

Na pierwsze zajęcia nie potrzebujesz nic specjalnego. To generalnie nie jest sport, który potrzebuje dużo sprzętu. Na zajęcia trzeba ubrać się wygodnie. Najlepiej warstwowo- coś cieplejszego na rozgrzewkę i koniecznie krótkie spodenki do ćwiczeń na rurce. Możliwe jest wykonywanie ćwiczeń na rurce w ubraniach ale to level super, hiper, zaawansowany. Z tego też powodu najlepiej sprawdzają się koszulki na ramiączkach- często wykorzystuje się chwyt pod pachą, więc lepiej żeby nie przeszkadzał nam materiał koszulki. Na trening przychodzimy bez butów, ale przydatne są skarpetki- chronią przed utratą ciepła.

To wszystko co jest potrzebne na początek. Oczywiście na rynku są dostępne specjalne komplety do pole dance składające się z krótkich spodenek i zabudowanych sportowych biustonoszy-topów wykonanych z oddychających, szybkoschnących materiałów. Oczywiście w pięknych wzorach, ale też w dość wysokich, jak na rozmiar stroju, cenach. Koszt takiego kompletu to ok. 150 zł.

Gadżetem przydatnym na zajęciach są specjalne płyny do rąk, np. magnezja w płynie lub popularny Dry Hands. Preparaty te sprawiają, że dłonie pozostają suche i lepiej trzymają się rurki. Magnezja w płynie jest tańszą, wcale nie gorszą opcją i kosztuje ok. 25 zł za 100 ml a Dry Hands 40 zł za 30 ml. Obie opcje są bardzo wydajne, a płyn można wykorzystać również na siłowni.

Dziewczyny, które wybiorą exotic pole dance czeka jeszcze zakup specjalnych butów. Nazywam je „porno klapki”, inna wersja to „striptizerki”- to charakterystyczne sandałki na bardzo wysokim obcasie z równie wysoką platformą, często przezroczyste lub z czarnego lateksu. Buty te są dodatkowym obciążeniem. W taniec w nich trzeba włożyć więcej wysiłku, ale dodają one więcej pędu. Koszt takich butów to 200-400 zł.

Jeśli ktoś ma taką możliwość, czyt. ma wystarczającą ilość miejsca w mieszkaniu czy w garażu, świetną opcją jest zakup własnej rurki pole dance. Daje to możliwość dodatkowych treningów. Rurkę można również wykorzystać do treningu brzucha czy zamontować na niej TRX. Ceny rurek są oczywiście bardzo różne. Za nową od 800 do 2000 zł. Można oczywiście kupić używaną rurkę w lepszej cenie.

Jak widać pole dance nie wymaga inwestycji w sprzęt czy niezbędne gadżety. Jak każdy sport wiąże się z pewnymi kosztami. W tym przypadku największym kosztem będzie karnet na zajęcia. Ceny są oczywiście różne. Karnety miesięczne kosztują 150-250 zł w zależności od ilości zajęć. Są również szkoły, które honorują karty Multisport, FitFlex i OkSystem- zazwyczaj z jakąś dopłatą.

Czy od pole dance można schudnąć?

Cóż, odpowiedź na to pytanie zależy od wielu czynników. Głównym jest oczywiście dieta. Żadne zajęcia magicznie nie sprawią, że schudniesz jeśli dieta nie będzie dopięta na 100%. Zależy to również od tego czy wcześniej uprawiałaś jakiś sport czy nie. Jeśli nie, to wprowadzenie jakiejkolwiek dodatkowej aktywności sprawi, że schudniesz. W moim przypadku sama rurka nie była czynnikiem, który sprawił że schudłam. Ale na pewno była to dodatkowa aktywność, dzięki której nie nie musiałam robić cardio. Pole dance zauważalnie wzmacnia ciało, jednak nie sprawi że staniesz się pakerem- chyba, że masz niesamowite predyspozycje. Ćwiczenia na rurce zauważalnie wzmacniają mięśnie brzucha oraz korpusu ciała czyli tzw. core. Mocno pracują również plecy, barki oraz ramiona (biceps, triceps). W dodatku kiedy czujesz, jak mocno wymagający jest to sport, masz dodatkową motywację do innej aktywności fizycznej, żeby lepiej sobie radzić na rurce.

Pole dance wiele mnie nauczył. Dodał mi bardzo dużo pewności siebie. Nie jest to związane z poczuciem seksapilu czy obnażaniem się na zajęciach, bo tego w ogóle nie ma. Czuję się po prostu silniejsza wiedząc, do czego jest zdolne moje ciało i mając świadomość, że trenując mogę je nauczyć różnych rzeczy. Pole dance nauczył mnie również pokory i cierpliwości. Bardzo ważne było dla mnie również skupienie się na sobie i własnym progresie a nie porównywanie się do koleżanek. Mam nadzieję, że wrócę jeszcze kiedyś do tego sportu, bo dużo mi dawał. No i żałuję że mam za mało zdjęć. Na zajęciach skupiałam się na treningu a nie na fotkach. Na szczęście czasem przypominało mi się, że chciałabym mieć jakąś pamiątkę.

Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam trochę ten sport i zachęciłam do spróbowania. W ramach uzupełnienia tego wpisu chciałam zrobić coś wyjątkowego. Stwierdziłam, że fajnie będzie poznać ten sport również z zupełnie innej perspektywy. Skoro ja jestem uczennicą to perspektywą o 180 stopni inną będzie perspektywa mężczyzny trenera. Miałam szczęście poznać takiego i postanowiłam porozmawiać z nim na temat tego sportu. Poniżej przedstawiam Wam zapis tej rozmowy.

Wywiad

 

Siła Wilczego Apetytu, Paula: Karol, na wstępie chciałbym, aby czytelniczki bloga dowiedziały się czegoś więcej o Tobie. Nie jesteś stereotypowym instruktorem pole dance. W ogóle trenujących pole dance mężczyzn jest w Polsce mało. A jak już są to często wpisują się w stereotyp mężczyzny tancerza- z lekką sylwetka, poruszający się często z większą gracja i lekkością niż nie jedna kobieta. Do tego typ raczej metroseksualny… nie chce rzucać tutaj obraźliwymi epitetami, ale myślę że każda kobieta ma podobny obraz. Kiedy przyszłam na pierwsze zajęcia z Tobą, mocno się zdziwiłam.  Nie dość, że facet to do tego wygląda jak jakiś grungowy informatyk… Dłuższe włosy, czarna koszulka, mocna sylwetka i typowo męskie ruchy. Jak to się stało że zostałeś instruktorem pole dance? 

Karol Surowiec: Bardzo lubię słuchać tych pierwszych wrażeń przez pryzmat stereotypów. Kiedy dziewczyna słyszy, że tańczysz taniec na rurze to zwykle myśli, że żartujesz, później że zboczeniec jakiś, a na końcu że striptizer. To w sumie intrygujące. Za młodu mieszkałem w dość nieciekawej okolicy, więc żeby czuć się trochę pewniej, zacząłem trenować sztuki walki, najpierw więcej walki (głównie judo), później więcej sztuki (wushu sportowe). Kiedy już poradziłem sobie z kolegami, odkryłem koleżanki i zapisałem się na taniec towarzyski. Później pojawiło się uzależnienie od endorfin i szukania coraz to nowych form ruchu. Od zawsze lubiłem uczyć, mój wymarzony zawód to instruktor sztuk walki, chciałem się podzielić tym, co mnie wyciągnęło do lepszego życia. Niestety, w sztukach walki trzeba bardzo dużo umieć, aby zostać instruktorem. Po 10 latach nauki przestaje się być początkującym, a bycie trenerem to paręnaście lat doświadczenia, treningów, ciągłego zdobywania wiedzy. Do trenera z 5 letnim doświadczeniem, np. w karate nikt by nie poszedł. Trener rury z 5 latami doświadczenia to już wysoka półka. Trenerem zostałem, bo lubię uczyć. Rura jest stosunkowo łatwą dyscypliną, a to co wyniosłem z innych sportów, to ciekawy dodatek do „standardowych” zajęć.

Paula: Próbowałeś różnych odmian tańca.  Co Ci się najbardziej spodobało w pole dance? Co go wyróżnia? Fajnie będzie poznać inna perspektywę, bo każdy znajdzie w tym sporcie dla siebie coś innego.

 Karol: Najbardziej uderzyło mnie to jakie to łatwe 🙂 Najprostszy obrót sprawił mi przy pierwszej próbie wiele problemów, ale właściwie na każdych zajęciach robiłem figurkę, której nigdy bym się nie spodziewał że zrobię. Pół flaga na łokciu? Pierwszy tydzień. Utrzymam się na samych nogach na rurze? Pierwsze zajęcia. Będę wisiał na samych nogach głową w dół? Kto, idąc na rurę spodziewa się, że to po miesiącu zrobi? Tempo progresu było uderzające, bo przez pierwszy rok, właściwie niewiele ćwicząc, zostaje się szpanerskim ninja. Akrobatyka zawsze mi się podobała, więc dodanie do niej drążka bardzo wszystko ułatwiło. Dodatkowo dużo się lata, gdy np. w salcie duża siła odśrodkowa działa na nas przez sekundę. W breakdance po latach treningu tą siłę da się podtrzymać, a w rurze po 3 miesiącach uczymy się wahadła, które daje podobne doznania. Jest jeszcze taka azjatycka mądrość, która mówi, że nie sukces jest najważniejszy, ale proces dążenia do niego. Tutaj ucząc się, za każdym razem powtarzałem sobie „ma boleć, jak złapiesz tak, że zaboli to zadziała”. To, że można spędzić godzin na sali robiąc figurkę 40 razy, zdzierając skórę, to bardzo łatwo osiągalne odczucie tego procesu.

Paula:  Twoje zajęcia są inne niż u innych instruktorów, wiadomo każdy instruktor ma swój styl ale Twój naprawdę się wyróżnia. Nie ukrywasz inspiracji „ruskimi koksami”- skąd się to wzięło?

 Karol: Z filmików z YouTube. Zobaczyłem jak męsko może wyglądać choreografia. Największe wrażenie zrobił na mnie Evgeny Greshilov i Kristian Lebedev. Dodatkowo, ruskie koksy wyrosły na podobnych dyscyplinach jak ja, więc łatwiej mi przychodzi nauka takich figur. Minusem jest to, że w Polsce nikt ich nie uczy. Są różne style w pole dance męskim. Mamy biegun „salto w szpilkach” i ten „salto w pełnym ubraniu”. Mi najbardziej podoba się, kiedy np. gięcia i szpagaty robią kobiety, a siłówki i akrobatyki faceci, bo anatomicznie jesteśmy tak najbardziej przystosowani 😉 I jak szanuję pracę, jaką wkłada kobieta w zrobienie flagi a facet wsadzenie nogi na głowę, to jest to dla mnie marnowanie potencjału. Więc kiedy uczę dziewczyny, to oczywiście przychodzą po flagi i salta, ale zawsze je proszę, żeby traktowały moje zajęcia, jako uzupełnienie treningu z innymi trenerkami. Nie nauczę trzymania skórą tak dobrze, jak koleżanki, bo dla mnie celem jest trzymanie tych samych figur w dresie.

 Paula: Jesteś instruktorem już kilka lat. Miałeś styczność z wieloma grupami. Ciekawi mnie bardzo, jak odbierasz swoje kursantki. Co Cie zaskakuje na zajęciach? Czy zdarza Ci się obserwować „metamorfozy” kobiet z zajęć na zajęcia? I nie koniecznie mam tu na myśli wygląd.

 Karol: Zaskoczyło mnie to, jak bardzo podobają im się siłówki. Zawsze myślałem, że będzie to nisza. Zaskakuje mnie też, kiedy udaje się je zainspirować do większej ilości sportu, pójścia na akrobatykę, taniec, high heels. Kiedy maruda „czemu robimy te nudne elementy taneczne zamiast rury” podchodzi do mnie i pyta o technikę jazzowego piruetu, to jest największe zaskoczenie. Zawsze, kiedy pytają gdzie polecam zapisać się na taniec współczesny lub czy uważam że exotic byłby dla nich dobry – wtedy się zaskakuję i wzruszam, że coś z tego tańca im zaszczepiłem. Mi taniec dał wiele pewności siebie, więc zawsze myślę, że kiedy chcą „więcej” to im też ta pewność podskoczyła. Rura jest sportem typowo pokazowym, każdemu pomaga świadomość bycia ninja, a mam wrażenie że od mięśni poziom hormonów też się u dziewczyn zmienia 🙂 No i to co jest dość nietypowe w grupach, które długo razem ćwiczą to zgranie zespołowe. W tańcu zwykle dziewczyny zadzierają nos i starają się być najpiękniejsze na sali, jakoś dogonić układ. Na pole dance szybko dziewczyny zaczynają się wspierać, żartować, „ojojać”. kiedy jakaś zrobi coś wyjątkowo bolesnego. Wzajemnie się motywują, pokazują sobie triki i podpowiadają, asekurują, robią zdjęcia.. Atmosfera grupy to połowa ich radości z treningu.

Paula:  Na koniec chciałabym Cię zapytać o coś, co było pierwszym motywatorem do rozmowy z Tobą na łamach bloga. Z perspektywy instruktora, biorąc pod uwagę Twoja wiedzę na temat tego sportu, kto może go uprawiać a kto nie powinien?

 Karol: Przede wszystkim, jeśli ktoś odpowiada na takie pytanie ze 100% pewności to ignorant z niego 🙂 A wiele odpowiedzi jest niestety podszytych chęcią zysku. Właściciel siłowni czy sprzedawca kolorowych staników zawsze powie, że sport to zdrowie. Zaznaczę, że uważam rurę za jeden z bezpieczniejszych i łatwych sportów- prawie każdy może go ćwiczyć. Dalsze straszenie to tylko szczegóły. Dla ludzi „zdrowych”, z perspektywy mojego fizjoterapuety, wybrałem sobie dwie najgorsze dyscypliny- breakdance i rurę. Mi rura przede wszystkim osłabiła łopatki a nadmiernie wzmocniła kaptury, przez co często się naciągają. Większość chwytów na rurze jest mocno nienaturalna- trzymamy obciążenie np. nachwytem kciukiem do dołu, czego w naturze nikt nie robi. Wykręcone chwyty, szpagaty, gięcia, to nie jest to, co sprawia że człowiek będzie zdrowszy (bo i takie twierdzenia słyszałem, że rozciąganie jest zawsze zdrowe). Na rurze często ćwiczymy niesymetrycznie (chociaż teraz jest nagonka na kursantki żeby ćwiczyły obie strony), więc po paru latach pada nam kręgosłup. Upadki na główkę są bardzo nieliczne, ale znam osoby uziemione sportowo przez spadnięcie na kark. Powstrzymam się od dalszego opisywania uroków sportu, bo tak można opisać każdą dyscyplinę. Załóżmy, że mamy problemy z kręgosłupem- korposzczurowi rura wzmocni plecy więc będą mniej boleć, a utrzyma „barki do przodu”. W przypadku mocniejszych schorzeń pleców rura odpada, żeby nie przeciążać kręgosłupa trzeba mieć idealny gorset mięśniowy. Oprócz kręgosłupa, mocno obciążane są barki i jeśli kogoś na co dzień boli bark to ma spore szanse na pogłębienie tego stanu. Nadgarstki czasami łapią zapalenia (na moje oko 1% kursantek początkujących). Łokcie i nadgarstki przy nieprawidłowej technice (czyli 90% początkujących) dostają bardzo duże obciążenia i przeprosty, więc ćwiczyć można, ale uważnie przy siłówkach. Jak już wspomniałem, ćwiczenie w ciąży wg mnie to skończona głupota o ile nie jest się zawodowym sportowcem, który musi trzymać mięśnie żeby się nie posypać, a i tacy bardzo oszczędzają stawy. Za to, z dużych plusów, rurę mogą ćwiczyć osoby mające problemy z kolanami (kostkami i biodrami też). Przy zerwanych kilku więzadłach da się zrobić typowe programy figurkowe- kwestia psychicznego dyskomfortu. Zostają jeszcze bardzo niszowe sytuacje osób uczulonych na materiał rury, magnezji itp, mdlejących po odwróceniu głową w dół, z tendencjami do siniaków.. No i oczywiście, jak w każdym sporcie zdarzają się kontuzje. U początkujących mogą to być nadgarstki i przedramiona, u średnich łopatki i naderwania ścięgien pod pośladkiem a u zaawansowanych barki. Mi przez kilka lat ćwiczeń od rury nie stało się nic, więc nie jest tak niebezpiecznie, jak się wydaje.

Paula: Dzięki wielkie i mam nadzieję- do zobaczenia na sali. 

Aaaa w końcu dorwalam krążki. To co Tygryski lubią najbardziej 🙂 #ring #fit #ibeliveicanfly #training

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Paulina Wilczyńska (@sila_wilczego_apetytu)